Mitzpe Ramon

Czy wieś licząca cztery tysiące mieszkańców może być skutecznym pretekstem do podróży? Tak właśnie było w moim przypadku. Prawie rok temu przemknęło mi przed oczami zdjęcie chłopaka siedzącego na skraju urwiska, za którym po horyzont ciągnęła się pustynia. Poza tym nie było nic. Namierzenie miejsca zajęło mi trochę czasu, jednak wyszło na jaw, że to właśnie Mitzpe Ramon pośrodku pustyni Negew w Izraelu.

Okazało się, że dziura w ziemi to Makhtesh Ramon, co po hebrajsku oznacza zwyczajnie krater. Ma 40km długości, 10km szerokości i jest głęboki na 500m, a widok z jego skraju robi naprawdę spektakularne wrażenie. Sama nazwa jest błędna, ponieważ po jakimś czasie odkryto, że geologicznie nie jest kraterem, gdyż nie powstał wskutek działalności wulkanicznej ani uderzenia meteorytu, a erozji spowodowanej cofaniem się oceanu. Tu gratka dla fanów geologii – makhteshe występują jedynie w tym jednym miejscu na ziemi! Izolacja od świata i bezkresna przestrzeń ewidentnie zapiera dech w piersiach. Istnieją szlaki, dzięki którym można powędrować w głąb krateru. Miejscowość jest prawdziwą oazą – w promieniu 50km nie ma żadnego większego miasta. Przecina ją jednak główna droga z północy na południe, więc bez problemu można dojechać autobusem z Ejlatu, bądź Beer Shevy (dla zmierzających od strony Tel Avivu).

 

1

2

 

Droga przez Negew jest piękna. Ciągnie się przez pustynię wzdłuż granicy z Egiptem, więc na całej długości z okien autobusu widać zasieki odgradzające jeden kraj od drugiego. Trasa mierzy 150km, ale jej przebycie trwa prawie 4h, ponieważ kierowca zatrzymuje się przy jednostkach wojskowych rozlokowanych co kilkanaście kilometrów. Już na początku trasy razem ze mną wsiadło grono około dwudziestoletnich chłopaków i dziewczyn, ponieważ służba wojskowa jest w Izraelu obowiązkowa dla przedstawicieli obu płci odpowiednio 3 i 2 lata. Zatem jechałam w autobusie pełnym uzbrojonych w karabiny maszynowe, ubranych w piękne mundury (beżowe lub khaki) żołnierzy i żołnierek. Była niedziela, więc wracali do swoich jednostek z obowiązkowego dnia wolnego, jakim dla Żydów jest szabat. Swoją drogą, jechał jeszcze Michał, którego poznałam w drodze na dworzec w Ejlacie. Kiedy przedstawiłam mu swój plan na najbliższy dzień, pobiegł do swojego hostelu, spakował w piętnaście minut i dołączył.

 

3

 

Krater znaduje się w Rezerwacie Przyrody Ramon, jednak nie ma żadnej opłaty za wstęp. Można do woli przechadzać się i podziwiać piaszczyste krajobrazy. Punkty widokowe znajdują się blisko przystanku autobusowego, także nie wiąże się to z żadnym dodatkowym trekkingiem. W okolicy znajduje się centrum turystyczne, lecz moim zdaniem nie warto do niego zaglądać – zawiera jedynie ekspozycję dotyczącą miejscowości i skały.

 

4

5

7

6

 

Jeszcze jedna wspaniała rzecz, którą można znaleźć w Mitzpe – farma alpak i lam! Od wioski jest oddalona o 4km i chociaż prowadzi do niej droga, nie dociera tam żaden transport publiczny. Jeśli nie posiada się samochodu, jest się zmuszonym do maszerowania przez pustkowie. Warto nie zapomnieć o wodzie. Marsz nie musi być jednak pozbawiony atrakcji. My spotkaliśmy kilka Beduinek pasących owce i kozy. Beduini stanowią 10% Arabów mieszkających w Izraelu, czyli jakieś 200 tysięcy osób i zasiedlają głównie pustynię Negew. Wstęp na farmę jest płatny 30 szekli. Fartem dotarliśmy na miejsce niecałą godzinę przed zachodem słońca, więc udało nam się wejść za 20 szekli. Czas ten wystarczył by nacieszyć się wolnochodzącymi andyjskimi zwierzętami, a po tej wizycie stwierdzam, że alpaki są najsympatyczniejszymi i najżarłoczniejszymi zwierzętami na świecie! Oprócz lam i alpak jest tam jeszcze kilka wielbłądów, osiołków i koni – łącznie około 400 zwierząt. By skusić je do podejścia dostaje się woreczek pokarmu. Uwaga – plują.

 

8

9

10

wielb22222

 

 

 

 

13

14

15

16

17

 

Gdzie nocować w takiej pipidówie? Na przykład na farmie alpak, taka przyjemność niestety tylko dla bogatych – liczą sobie 500 szekli. Można tam znaleźć również camping i hostel. Nie skorzystałam z żadnej z tych opcji, ponieważ moje lenistwo popłaciło. Nie chcąc maszerować z powrotem do wioski postanowiłam poczekać, aż któryś z odwiedzających będzie wracał autem. Zabrał nas chłopak o imieniu Noam, były snajper. Mieszkał jakiś czas w Mitzpe i po spektakularnym zachodzie słońca załatwił nam nocleg u znajomych. Okazało się, że wszyscy jesteśmy couchsurferami. Ot, takie przypadkowe spotkanie couchsurferów na środku pustyni.

 

hehe

19

20

21

Kategorie

Marcelina Opublikowane przez:

komentarze 3

  1. Beata
    8 grudnia 2016
    Odpowiedz

    Kochana cudowny opis podróży, oby tak dalej 🙂

  2. ciocia i babcia
    11 grudnia 2016
    Odpowiedz

    Marcusiu! będziemy podglądać — niecierpliwie 🙂 super blog!!!

  3. Janusz i Lucyna Żurkowie
    15 grudnia 2016
    Odpowiedz

    Jesteśmy z Lucyną pod wrażeniem ! Przepiękne zdjęcia i rzeczowa, ciekawa relacja. Marcysiu, życzymy Tobie – i sobie też ! – dalszych takich eskapad, tak pięknie przekazanych !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.